Taki oto prezent przygotowałem dla mojej M z okazji jej święta:
Wywołałem to jako matowe zdjęcie w punkcie foto i trochę pomiętoliłem kartkę, żeby wyglądała na starszą. Jak ktoś bardzo chce, to mogę przesłać kopię, nawet mam taką w photoshopie, gdzie można podmienić napisy na swoje, więc polecam. Możecie pisać jakieś maile, czy coś w komentarzach, to podeślę.
nie ma się z czego śmiać
różne zabawne (lub nie) historie
wtorek, 21 lutego 2012
niedziela, 12 lutego 2012
Znowu ta lewatywa
Ostatnio tematy rozmów ściągały na tą nieszczęsną lewatywę.
Ja: A wiesz, faktycznie zrobiło mi się znacznie lepiej po tej lewatywie.
Mama: No ba! Kiedyś to było normalne, ludzie sobie sami robili lewatywy.
Ja: Serio?
Mama: Oczywiście! Trzeba było sobie radzić, nie było tylu lekarzy, ludzie sami się leczyli. A nie latali do przychodni z byle gównem...
Ja: To może kupimy sobie taki zestaw do lewatywy?
Mama: Pewnie, czemu nie? Kiedyś w każdym domu był.
Ja: To może używany kupimy...
Tata: Wam już coś na dekiel chyba padło.
.
Ja: A wiesz, faktycznie zrobiło mi się znacznie lepiej po tej lewatywie.
Mama: No ba! Kiedyś to było normalne, ludzie sobie sami robili lewatywy.
Ja: Serio?
Mama: Oczywiście! Trzeba było sobie radzić, nie było tylu lekarzy, ludzie sami się leczyli. A nie latali do przychodni z byle gównem...
Ja: To może kupimy sobie taki zestaw do lewatywy?
Mama: Pewnie, czemu nie? Kiedyś w każdym domu był.
Ja: To może używany kupimy...
Tata: Wam już coś na dekiel chyba padło.
.
sobota, 11 lutego 2012
Relacja na żywo ze szpitala
Lub inaczej - Listy (sms'y) do M.
Tytułem wstępu. Wybrałem się na 24 godziny do szpitala na jakieś badania diagnostyczne, USG jelita. Nic to nie wykazało. Więc jednak coś z głową, nie z dupą.
Fragmenty wybrane z konwersacji sms'owych. Byłem tak wspaniałomyślnie mądry, że wziąłem ze sobą zeszyt, ale długopis zostawiłem w bucie, gdy się przebierałem. Do buta już się dostać nie mogłem do momentu wyjścia ze szpitala.
W rejestracji, gdy czekałem w kolejce, podsłuchałem jak jedna babcia rozmawiała przez komórkę:
Jakaś babcia: No, jestem już, czekam. Nie! Nie w kolejowym tylko w policyjnym jestem.
- a był to szpital wojskowy. Ale blisko.
Trzeba było podać osobę do kontaktu w nagłych przypadkach:
Ja (sms do mojej M): Podałem Twoje dane, to mogą dzwonić, jak coś przeskrobię, albo gdybym podkradał gruszki.
Moja M: Chyba kaczki… albo zaczepiał pielęgniarki.
Ja: Jest karteczka, że za obrazę, naruszanie nietykalności osobistej, zaczepianie pielęgniarki, czyli oficera służby, grozi kara grzywny a nawet więzienie. To raczej nie.
Pani powiedziała, że mam niskie ciśnienie, pobrali mi krew i byłem na EKG. Teraz leżę w łóżku w 2 osobowej Sali sam, taki mam komfort. Mogłaś też przyjść, byśmy złączyli łóżka.
[…]
79 kilo mam. To jakiś sukces. Teraz muszę ćwiczyć brzuszki, żeby kaloryfer zrobić, chociaż już prawie koniec zimy. A może mi ten brzuszek z głodu wystaje jak dzieciom w Afryce?
[…]
A jak w pracy? Mi przed chwilą wkładali palec w tyłek.
[…]
Drugie badanie palcem. W pierwszej chwili nie bardzo się czułem, bo tym razem kobiecy palec miał badać. Ale w trakcie się okazało, że kobiety są jednak delikatniejsze, a sam palec mniejszy. Tylko pierścionek jakiś drapał mnie po tyłku.
[…]
Pielęgniarki chodzą w kółko, coś nie mogą się jednego łóżka doszukać. Może jakiś pacjent razem z łóżkiem do domu pojechał. Z pięć razy już do Sali zaglądały i sprawdzały, czy się może jednak nie pojawiło.
[…]
Ja: Następnym razem do szpitala własne sztućce sobie przynieść. Taka złota rada.
Moja M: A to nie ma plastikowych, jak na biwaku?
Ja: Nie. Takie metalowe. Ale dawane w rękawiczkach. Jeden pacjent sobie myje i chowa do szuflady. Chyba sobie odpuszczę, na taki krótki czas nie ma co sztućców zbierać. Chyba, że do domu zabiorę. Łyżka taka ergonomiczna całkiem…
Jak się później okazało, sztućce trzeba było umyć i pilnować, chociaż później już więcej do jedzenie nie dostałem. Ktoś zabrał talerze, ale łyżki zostały na stole, w jednej było nawet jeszcze trochę zupy.
Ja: Ten pan, z którym przyszedłem to taki typ hrabia zmuszony do bycia śmiertelnikiem. Dopytuje się z pasją o wszystkie szczegóły swojej operacji, nawet o to, jaki stopień naukowy będą mieć chirurdzy robiący jego zabieg (wycięcie żylaków odbytu)… Co chwila rzuca tekst typu „najgorsza jest ta bezczynność…” i opowiada o swojej chorobie żebyśmy byli na bieżąco. Więcej już wiem o jego niż o własnej dupie.
[…]
Właśnie jestem w trakcie lewatywy. Już mi tam coś wlali do środka. Teraz w moim prywatnym interesie jest się tego pozbyć. Miałem za zadanie chodzenie po korytarzu ile dam radę. Ale długo tego żywiołu nie dało się utrzymać. W sumie spoko sprawa, mogę Ci albo sobie kiedyś zrobić. Myślałem tylko, że to będzie bardziej automatycznie wyglądać, że podłączą mi do tyłka taki wielki odkurzacz pompująco ssący i wleją, a potem wyciągną. A tu się okazuje, że wlać wleją, ale resztę to samemu trzeba. Naprawdę czyści… wrócę później.
[…]
Jakbym miał aparat, zrobiłbym milion zdjęć, to miejsce wykończone jest w stylu futurystycznym z lat sześćdziesiątych.
[…]
Poznałem morelową dietę cud. Jesz wszystko oprócz moreli, a jak schudniesz to będzie cud.
[…]
Z głodu jem pastylki miętowe, bo tylko to mam przy sobie. Nic mi nie dają tutaj do jedzenia. Nigdy nie myślałem, że one aż takie pyszne. A teraz smakują mi wybornie wprost.
[…]
Obchód już był, teraz do końca dnia spokój. Zapytał pan, czy się dobrze czuję i poszedł. Towarzyszył mu czteroosobowy dworek, który też sobie poszedł.
[…]
Mam właśnie drugą lewatywę. Jutro o 6 rano trzecia i ostatnia. Potem badanie. A sąsiadowi oprócz lewatywy jeszcze golą zadek. Ja się nie załapałem już.
[…]
Sale są poukładane tematycznie. Oddział jest chirurgii, ale sale to się nazywają „sala chorych” i numerek. U nas jest dupa, zaraz obok serce, naprzeciw jest jeden wychudzony nie wiem od czego. Rak i sala porodowa piętro wyżej (tak trochę ironicznie, że obok siebie). Prowadzą tam takie piękne, stare, kręcone schody z wielkim oknem na plac.
[…]
A papier toaletowy to chyba ze Szwajcarii sprowadzają… Bo też z dziurami, wyobraź sobie.
[…]
Już lewatywka zrobiona. Lewatywa z rana jak śmietana. Miało być o 6 a jest 5 rano i już po. Każdą mi robiła inna osoba. Mam już płaski brzuch. Tak sobie policzyłem, że przez 24 godziny w odbyt zaglądało mi łącznie około 7 osób. Czyżby tam był jakiś portal do nowego świata, że taki interesujący? Nie wiem. Nie widziałem.
Tytułem wstępu. Wybrałem się na 24 godziny do szpitala na jakieś badania diagnostyczne, USG jelita. Nic to nie wykazało. Więc jednak coś z głową, nie z dupą.
Fragmenty wybrane z konwersacji sms'owych. Byłem tak wspaniałomyślnie mądry, że wziąłem ze sobą zeszyt, ale długopis zostawiłem w bucie, gdy się przebierałem. Do buta już się dostać nie mogłem do momentu wyjścia ze szpitala.
W rejestracji, gdy czekałem w kolejce, podsłuchałem jak jedna babcia rozmawiała przez komórkę:
Jakaś babcia: No, jestem już, czekam. Nie! Nie w kolejowym tylko w policyjnym jestem.
- a był to szpital wojskowy. Ale blisko.
Trzeba było podać osobę do kontaktu w nagłych przypadkach:
Ja (sms do mojej M): Podałem Twoje dane, to mogą dzwonić, jak coś przeskrobię, albo gdybym podkradał gruszki.
Moja M: Chyba kaczki… albo zaczepiał pielęgniarki.
Ja: Jest karteczka, że za obrazę, naruszanie nietykalności osobistej, zaczepianie pielęgniarki, czyli oficera służby, grozi kara grzywny a nawet więzienie. To raczej nie.
Pani powiedziała, że mam niskie ciśnienie, pobrali mi krew i byłem na EKG. Teraz leżę w łóżku w 2 osobowej Sali sam, taki mam komfort. Mogłaś też przyjść, byśmy złączyli łóżka.
[…]
79 kilo mam. To jakiś sukces. Teraz muszę ćwiczyć brzuszki, żeby kaloryfer zrobić, chociaż już prawie koniec zimy. A może mi ten brzuszek z głodu wystaje jak dzieciom w Afryce?
[…]
A jak w pracy? Mi przed chwilą wkładali palec w tyłek.
[…]
Drugie badanie palcem. W pierwszej chwili nie bardzo się czułem, bo tym razem kobiecy palec miał badać. Ale w trakcie się okazało, że kobiety są jednak delikatniejsze, a sam palec mniejszy. Tylko pierścionek jakiś drapał mnie po tyłku.
[…]
Pielęgniarki chodzą w kółko, coś nie mogą się jednego łóżka doszukać. Może jakiś pacjent razem z łóżkiem do domu pojechał. Z pięć razy już do Sali zaglądały i sprawdzały, czy się może jednak nie pojawiło.
[…]
Ja: Następnym razem do szpitala własne sztućce sobie przynieść. Taka złota rada.
Moja M: A to nie ma plastikowych, jak na biwaku?
Ja: Nie. Takie metalowe. Ale dawane w rękawiczkach. Jeden pacjent sobie myje i chowa do szuflady. Chyba sobie odpuszczę, na taki krótki czas nie ma co sztućców zbierać. Chyba, że do domu zabiorę. Łyżka taka ergonomiczna całkiem…
Jak się później okazało, sztućce trzeba było umyć i pilnować, chociaż później już więcej do jedzenie nie dostałem. Ktoś zabrał talerze, ale łyżki zostały na stole, w jednej było nawet jeszcze trochę zupy.
Ja: Ten pan, z którym przyszedłem to taki typ hrabia zmuszony do bycia śmiertelnikiem. Dopytuje się z pasją o wszystkie szczegóły swojej operacji, nawet o to, jaki stopień naukowy będą mieć chirurdzy robiący jego zabieg (wycięcie żylaków odbytu)… Co chwila rzuca tekst typu „najgorsza jest ta bezczynność…” i opowiada o swojej chorobie żebyśmy byli na bieżąco. Więcej już wiem o jego niż o własnej dupie.
[…]
Właśnie jestem w trakcie lewatywy. Już mi tam coś wlali do środka. Teraz w moim prywatnym interesie jest się tego pozbyć. Miałem za zadanie chodzenie po korytarzu ile dam radę. Ale długo tego żywiołu nie dało się utrzymać. W sumie spoko sprawa, mogę Ci albo sobie kiedyś zrobić. Myślałem tylko, że to będzie bardziej automatycznie wyglądać, że podłączą mi do tyłka taki wielki odkurzacz pompująco ssący i wleją, a potem wyciągną. A tu się okazuje, że wlać wleją, ale resztę to samemu trzeba. Naprawdę czyści… wrócę później.
[…]
Jakbym miał aparat, zrobiłbym milion zdjęć, to miejsce wykończone jest w stylu futurystycznym z lat sześćdziesiątych.
[…]
Poznałem morelową dietę cud. Jesz wszystko oprócz moreli, a jak schudniesz to będzie cud.
[…]
Z głodu jem pastylki miętowe, bo tylko to mam przy sobie. Nic mi nie dają tutaj do jedzenia. Nigdy nie myślałem, że one aż takie pyszne. A teraz smakują mi wybornie wprost.
[…]
Obchód już był, teraz do końca dnia spokój. Zapytał pan, czy się dobrze czuję i poszedł. Towarzyszył mu czteroosobowy dworek, który też sobie poszedł.
[…]
Mam właśnie drugą lewatywę. Jutro o 6 rano trzecia i ostatnia. Potem badanie. A sąsiadowi oprócz lewatywy jeszcze golą zadek. Ja się nie załapałem już.
[…]
Sale są poukładane tematycznie. Oddział jest chirurgii, ale sale to się nazywają „sala chorych” i numerek. U nas jest dupa, zaraz obok serce, naprzeciw jest jeden wychudzony nie wiem od czego. Rak i sala porodowa piętro wyżej (tak trochę ironicznie, że obok siebie). Prowadzą tam takie piękne, stare, kręcone schody z wielkim oknem na plac.
[…]
A papier toaletowy to chyba ze Szwajcarii sprowadzają… Bo też z dziurami, wyobraź sobie.
[…]
Już lewatywka zrobiona. Lewatywa z rana jak śmietana. Miało być o 6 a jest 5 rano i już po. Każdą mi robiła inna osoba. Mam już płaski brzuch. Tak sobie policzyłem, że przez 24 godziny w odbyt zaglądało mi łącznie około 7 osób. Czyżby tam był jakiś portal do nowego świata, że taki interesujący? Nie wiem. Nie widziałem.
Przepis na ciasteczka owsiane
Strasznie dbamy teraz o zdrowie, bo musimy być zdrowi, nie chorować i się zdrowo odżywiać. Nie wiem do końca dlaczego, żeby dłużej żyć i być może dożyć emerytury. Żeby sobie to bagno osłodzić, poniżej przedstawiam przepis na owsiane ciasteczka.
Składniki:
- 1 jajko
- 1 szklanka mąki
- 1 szklanka płatków owsianych
- 2/3 szklanki cukru (nie dawać za dużo cukru)
- 2 łyżeczki cukru waniliowego
- 1 łyżeczka proszku do pieczenia
- ½ kostki masła
Wielka filozofia, wszystko mieszasz ze sobą. Robisz małe kuleczki i kładziesz w sporych odstępach na blasze (najlepiej na papierze do pieczenia). Blacha idzie do rozgrzanego piekarnika, temperatura 180 stopni, góra i dół. Na około 20 minut. W oryginalnym przepisie było 10-15, ale u mnie zarumieniły się dopiero po 20.
Dodatkowy feature: Podzieliłem ciasto na trzy mniejsze części, do jednej dodałem trochę kawy rozpuszczalnej, do drugiej kilka kostek drobno posiekanej czekolady, a do trzeciej orzechów włoskich. Najlepsze wyszły te z czekoladą.
czwartek, 2 lutego 2012
Fragment większej całości
Bla bla bla bla bla
Moja M: [...] A u mnie na uczelni pracowała taka bibliotekarka, lampucera wielka jak cysterna, umalowana mocno na Kleopatrę, Elizabeth Taylor pod koniec życia, łączyła się ze statkiem ciągle, męża marynarza chyba miała [...]
.
Moja M: [...] A u mnie na uczelni pracowała taka bibliotekarka, lampucera wielka jak cysterna, umalowana mocno na Kleopatrę, Elizabeth Taylor pod koniec życia, łączyła się ze statkiem ciągle, męża marynarza chyba miała [...]
.
wtorek, 31 stycznia 2012
Koniec stycznia
Siedzimy z moją M na sofie i kontemplujemy ścianę (nie mamy telewizora).
Moja M (nagle): Marcin! Myślisz, że przecenili już kalendarzyki?
.
Moja M (nagle): Marcin! Myślisz, że przecenili już kalendarzyki?
.
poniedziałek, 30 stycznia 2012
SMS owe listy miłosne
W dwóch różnych autobusach.
Ja: Cieszysz sie, ze sie niedlugo zobaczymy?
Moja M: Jeszcze jak :-).
Ja: Ja tez sie bardzo ciesze. Wyobrazam sobie, jak nasze spojrzenia spotykaja sie na przystanku, usta przywieraja spragnione ciepla oddechu drugiej osoby. I wtedy powiesz "paliles fajki".
Ja: Cieszysz sie, ze sie niedlugo zobaczymy?
Moja M: Jeszcze jak :-).
Ja: Ja tez sie bardzo ciesze. Wyobrazam sobie, jak nasze spojrzenia spotykaja sie na przystanku, usta przywieraja spragnione ciepla oddechu drugiej osoby. I wtedy powiesz "paliles fajki".
Sucharek, bo lubimy sucharki.
Suchar brzmi:
- Co mówi Windows?
- Windows Movie Maker.
A teraz, powiedzmy, rozmawiają dwie blondynki:
Blondynka: Opowiedzieć Ci kawał?
Blondi (dla rozróżnienia): Dawaj.
Blondynka: Wiesz co mówi Windows?
Blondi: Nie wiem.
Blondynka: Windows Media Player.
- Co mówi Windows?
- Windows Movie Maker.
A teraz, powiedzmy, rozmawiają dwie blondynki:
Blondynka: Opowiedzieć Ci kawał?
Blondi (dla rozróżnienia): Dawaj.
Blondynka: Wiesz co mówi Windows?
Blondi: Nie wiem.
Blondynka: Windows Media Player.
Przepis na bułeczki z makiem
Przepis dyktowała moja siostra, ja pisałem.
Siostra: Pół kilo mąki, 4 jajka z czego 2 całe i 2 żółtka (jak się da 4 całe to pewnie też się nic nie stanie) i teraz tak, tłuszcz:
pół masła rozpuszczonego, 2-3 łyżki oliwy, czasami jak mam w lodówce jeszcze śmietanę to dam śmietanę, jak nie mam to nie daję. Tu chodzi o tłuszcz sam.
Biorę miskę i mieszu mieszu.
W osobnym garnku, niecałą szklankę tak 3/4 mleka, niecałe pół szklanki cukru, pół kostki drożdży (możesz zawsze dać trochę więcej niż pół, bo drożdże w sklepach są stare). Rozpuścić mleko z drożdżami, wymieszać wszystko i czekać aż zacznie się ruszać (pianka się zrobi).
Łączymy wszystko ze sobą i mieszu mieszu aż zaczyna odchodzić od ścianek, jak za luźne to troszeczkę mąki. Czasami też trzeba odrobinę oliwy, tłuszczu, musi się w każdym razie odrywać od ścianek. Formujemy bułeczki, układam na papierze, smaruję jajkiem, posypuję makiem, około 160 stopni, średnio 20 minut albo aż się upiecze. Normalnie, góra dół (bez termoobiegu). Jak góra się zarumienia to są dobre.
Efekt taki jak na zdjęciu:
Siostra: Pół kilo mąki, 4 jajka z czego 2 całe i 2 żółtka (jak się da 4 całe to pewnie też się nic nie stanie) i teraz tak, tłuszcz:
pół masła rozpuszczonego, 2-3 łyżki oliwy, czasami jak mam w lodówce jeszcze śmietanę to dam śmietanę, jak nie mam to nie daję. Tu chodzi o tłuszcz sam.
Biorę miskę i mieszu mieszu.
W osobnym garnku, niecałą szklankę tak 3/4 mleka, niecałe pół szklanki cukru, pół kostki drożdży (możesz zawsze dać trochę więcej niż pół, bo drożdże w sklepach są stare). Rozpuścić mleko z drożdżami, wymieszać wszystko i czekać aż zacznie się ruszać (pianka się zrobi).
Łączymy wszystko ze sobą i mieszu mieszu aż zaczyna odchodzić od ścianek, jak za luźne to troszeczkę mąki. Czasami też trzeba odrobinę oliwy, tłuszczu, musi się w każdym razie odrywać od ścianek. Formujemy bułeczki, układam na papierze, smaruję jajkiem, posypuję makiem, około 160 stopni, średnio 20 minut albo aż się upiecze. Normalnie, góra dół (bez termoobiegu). Jak góra się zarumienia to są dobre.
Efekt taki jak na zdjęciu:
czwartek, 26 stycznia 2012
Przełamywanie lodów
On: Wiesz, szkoda, że nie chcesz mnie tam całować. Kiedyś jakoś tak już zaczynałaś, a teraz znowu trzymasz się od tego miejsca z daleka. Miałem taką nadzieję, że uda mi się Ciebie w końcu przekonać, że się z czasem przełamiesz...
Ona: A co ja jestem? Jakiś lodołamacz?
.
Ona: A co ja jestem? Jakiś lodołamacz?
.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




